poniedziałek, 12 marca 2012

Z językiem na brodzie

          Kiepsko mi się dziś biegało:/. Nie wiem czy to przez te 3 dni przerwy czy przez co? Wydaje mi sie, że więcej szłam niż biegłam, a bieg ukończyłam z zapasem 20 sekund. Dziwne to, bo w czwartek biegło mi sie o niebo lepiej, a jakimś cudem dziś byłam szybsza. Co prawda  20 sekund to kropla w morzu, ale próbuje szukać jakichś pozytywów dzisiejszego biegu.
                                                                     ( źródlo)

        Oddechu złapać nie mogłam, męczyłam się dziś od zwykłego marszu, no po prostu porażka. Zrzucę to na barki @:/. Może przez tą małpę tak sie dzieje. No i uważam, że jestem gruba, brzydka i w ogóle do kitu:/

3,5 km czas 29minut 39 s.
                                                         ( źródło)

czwartek, 8 marca 2012

Kolejny dzień.

          Seria niefortunnych zdarzeń:). Nastawiłam budzik na 5:10, zadzwonił.... Ja poczułam, że jestem tak dziwnie wypoczęta i z lenistwa przyłożyłam jeszcze na chwileczkę głowę do poduszki z myślą, że 5 min poleżę i wstanę. Po chwili otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek, a tam 5:45... Na bieganie nie było czasu.

                                                                     (źródło)

          Za to przemogłam się i wybiegłam na swoją trasę wieczorem, szkoda tylko, że przed zjadłam kolacje. Co prawda lekką, ale i tak na początku ciężko mi sie biegło, jednak przebiegłam więcej niż do tej pory. Nie wiem jakim cudem, może przez to, że raz złapałam fazę biegłam i biegłam, kompletnie wyłączyłam mózg i myślałam... No właśnie nie wiem o czym, ale jak sie ocknęłam okazało się, że biegłam spory kawałek przez który dotychczas biegałam jedynie do połowy, a potem marszowałam.

            Tak o to bieganie rozpoczęte o 19:56 uznaję za udane, a przebyty dystans to 3,5 km w 30 minut
            No i teraz sie zastanawiam, czy wstawać jutro o 5:10? czy też iść wieczorem. Sama nie wiem ale chyba dam sobie odpocząć i najwyższej wieczorem pójdę, a jak nie to dopiero w poniedziałek. Bo weekendy mam wolne:). Poza tym efekt placebo zaczyna działać, przebiegłam się raptem 3 razy, a ja już widzę u siebie co najmniej 3 kg mniej. Śmiać mi sie chce, bo przechodzę koło lustra i wydaje mi sie, że brzuch jakby zmalał. Jak tak dalej pójdzie popadne w samo uwielbienie:)
             

środa, 7 marca 2012

Biegania dzień 2:)

             I tak o to dziś zaliczyłam drugi dzień  6 tygodniowego planu Pumy. Miałam biegać wczoraj, ale nie wstałam, obiecałam sobie, że pobiegam wieczorem, ale nie wyszło... Najpierw odwiedzili nas goście, szybko sobie poszli, potem znowu odwiedziny i tak oto już mi się nie chciało iść z resztą było już koło 21. Nie ciekawie biega się jak jest tak bardzo ciemno i nie ma nadziei na to, żeby w ciągu kilku minut się to poprawiło. Wiec odpuściłam...

               Dziś pobudka o 5:10.  O 5:30 zaczęłam swoją trasę, na poczatku starałam się twardo trzymać tych ram, ale z komórka ciężko się biega i w końcu zaczęłam robić wszystko swoim tempem. Ukradkiem sprawdzając ile wytrzymuje w biegu.  No cóż, najdłużej to było 2,5 minuty, nie jest to powalający wynik, ale mam nadzieje, że będzie coraz lepiej. Poza tym dziś nie było napadu kaszlu, ani uczucia potwornego bólu głowy, wiec widzę, że organizm powoli przyzwyczajam się do ruchu, jeszcze żeby zakwasy sobie poszły , to byłoby idealnie.

Bilans:
1 wściekły pies( non stop ten sam)
1 potknięcie:/
1 sąsiadka spotkana po drodze ( Z uśmiechem mnie dziś przywitała:))

Przebyty dystans troszkę ponad 3 km:), średnia prędkość 6 km/h, spalone kalorie: ok 300 kcal.

                Obiecałam sobie, że jeśli wytrwam do końca programu i złapię biegowego bakcyla to w nagrodę zakupie sobie takie oto cacko:)





                Dzięki temu nie będę musiała uganiać się z komórką i będę mogła ustalić prawidłowe tempo biegu:) Ciekawe co mi z tego wyjdzie.


poniedziałek, 5 marca 2012

No i się zaczęło...

                                                                   ( źródło)
             W ubiegłym roku miałam przygodę z bieganiem, ale nie wytrwałam.  Zakończyłam 3 tydzień biegania i wyszła mi przerwa, spowodowana kilkudniowym pobytem w szpitalu. A wiadomo jak to z przerwami, wrócić do biegania już mi sie nie chciało. Teraz zaczynam od 2 tygodnia.

           Pobudka 5:00, zwlekłam się z łózka o 5:10, syn w nocy dał popalić, jak na złość... 5:20, znalazłam sie na zewnątrz. Temperatura -4 stopnie, ja nie wiem za jakie grzechy, ale niech będzie... Na tyłku miałam 2 pary gaci, bo ciepłych dresów nie posiadam, dodałam do tego 2 bluzy z kapturem, plus za mała kurtka sportowa... Swoją drogą nie myslałam, że różnica miedzy XXL, a L jest taka spora. Szalik na szyje, buty na nogi i podbijamy okoliczną ścieżkę rowerową + nierówny chodnik. Chwilka marszu i zaczęłam pokonywać swoją ubiegłoroczną trasę. To dziwne... W tamtym roku, non stop bałam sie, że ktoś sie ze nie śmieje, ktoś się gapi. Dziś jednak wyszłam biegać z nastawieniem... " Nie podoba ci się? Masz pecha". Nie minęła minuta, natknęłam sie na właściciela pieska, któremu się raczej nie spodobałam bo chciał mnie chyba zjeść, ale posłuchał pana i ujadał tylko w miejscu. Biegnę dalej.... ludź na drodze, myślę sobie, jeszcze wyglądam w miarę, czerwona nie jestem wiec biegusiem do przodu... Przebiegłam koło ludzia, chyba trochę zaspanego, bo jakoś wcale na mnie uwagi nie zwrócił. I tak kilkanaście razy. Swoją drogą biedni ci ludzie, że do pracy po 5 maszerują.

             Bilans Biegu:
-1 wściekły pies,
-1 pies i jego pan, którzy sie mnie chyba wystraszyli, bo wybiegłam z za zakrętu wprost na nich
masa ludzi, która nie zwróciła na mnie uwagi,
-1 pani, która mi się z zaciekawieniem przyglądała, ale nie było to jakieś kpiące przyglądanie, tylko zwykłe zaciekawienie.
-0 zaliczonych potknięć.
- 1 paskudny atak kaszlu i uczucie, jakby mi mózg miał się wylać uszami... ( genialnie próbowałam pobiec dłużej niż 1 minute, wytrzymałam 3,5, ale o mało mi płuca nie wyskoczyły)
- jedna spotkana sąsiadka



              Menu na dziś:
- płatki z mlekiem
- serek wiejski, ogórek, cebula, rzodkiewki
-  rosół z makaronem
- 3 kromki chleba chrupkiego z szyneczką

niedziela, 4 marca 2012

No i mam buty do biegania...

Albo raczej buty sportowe, bo do biegania to one nie są jednak będą tak wykorzystane. Trafiła mi sie fajna promocja i nabyłam te buciki za 29 zł, co prawda chciałam kupić zupełnie inne, ale rozmiary były strasznie pokręcone. Wzięłam swoją 40 i okazało sie że ma najmniej 42. Rzomiaru 39 nie znalazłam wiec padło na te buciki ze zdjęcia.

Z rezygnacją wziełam te buciki do przymiarki, bo w koncu to ta sama firma tylko inny fason. Z ciekawości przyłożyłam wcześniejsze 40 do obecnych 41 i oniemiałam... 41 okazały sie sporo mniejsze. Nie wiem jak ta fima robi buty, jest to dla mnie troszeczkę dziwne, ale nie ważne. Jutro wielki dzień. Pobudka 5:10 i biegam! Pierwsze ważenie po miesiacu, albo moze jak wage zakupie, na razie się wstrzymuje

piątek, 2 marca 2012

Bedę biegać:)

           Wagi nadal brak, ale za to moja szafa wzbogaciła się o 3 pary spodni dresowych. Cóż trochę się przeliczyłam z ich zakupem bo nie przymierzyłam ( o ja głupia) i teraz sie zastanawiam jak z tego wybrnąć...
Problem jest błahy, ale na tyle niefortunny, że non stop o tym myślę. Zakupiłam jedna parę spodni w rozmiarze 16 czyli 44, świetne białe dresy. No ale właśnie one są białe i chciałam je na lepszą pogodę. A pozostałe 2 pary kupiłam w rozmiarze 14=42 i cóż... No klops, wejdę w nie, ale co z tego skoro są przykrótkie. Wygląda to tak jakbym miała wodę w piwnicy. Teoretycznie idąc biegać ( bo do tego mi sa potrzebne) nie muszę wyglądać jak z żurnala, ale miło by było mieć świadomość, że przynajmniej ciuchy wyglądają schludnie, skoro twarz z wysiłku jest zalana potem i przybrała kolor purpury...

            Z rzeczy potrzebnych, które są mi niezbędne o tej porze roku ( o bieganie chodzi) to jakieś adidasy, które nie będą jakoś strasznie przemakać, idealnie by było gdyby wcale nie przemakały. Ponadto konieczna będzie jakaś kurtka sportowa, albo bezrękawnik z kapturem, co by mi sie deszcz na głowę nie lał, bo zamierzam biegać rano przed wyjściem do pracy.
                                                                     (źródło)

Bilans dnia dzisiejszego:
-1 kromka chleba ciemnego i plasterek sera
-herbata z cukrem...
-jogurt naturalny mały z musli
- 3 oponki ( o ja głupia)
- 2 kromki chleba chrupkiego + twaróg + 1 pomidor

Ćwiczenia:
-20 min orbitrek
-100 brzuszków


czwartek, 1 marca 2012

Waga [*]

Moja waga dokończyła swój żywot, kilka dni temu. Nie pomogły nowe baterie, nie pomogły naprawy, nawet groźby nie odniosły żadnego sukcesu. Waga przestała się włączać... pewnie miała dość tego ciągłego wykorzystania przez naszą trójkę. Aktualnie jestem na etapie poszukiwania wagi o ciekawym wyglądzie i w rozsądnej cenie.



 
 

                    Te modele podobają mi się najbardziej:), a co uda mi sie kupić zobaczymy

Reklama